Klimat

Published on September 26th, 2017 | by Jacek Fior

0

Co jest nie tak z Norwegią?

September 26th, 2017 by  

Byłem, widziałem, pokochałem. Tak w skrócie można opisać dwa tygodnie kamperem po Norwegii. Podczas podróży po Nowej Zelandii parę lat temu usłyszałem, że Norwegia to Nowa Zelandia Europy. Wtedy nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia, byłem w raju, Nowa Zelandia zapierała dech w piersiach, Norwegia była tak odległa jak powrót USA do Porozumienia Paryskiego;-) Kiedy jednak pierwszego dnia szliśmy granią masywu Bessegen, mając po obu stronach polodowcowe jeziora, a następnego dnia jechaliśmy drogą E136 otoczeni górami i dziesiątkami wodospadów wspomnienie Nowej Zelandii było żywe jak nigdy.

Bessegen – Norway at its best

Nie jest to jednak wpis podróżniczy, prawie. Norwegia to fenomen na skalę światową głównie gospodarczo. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu można było przeczytać, że Norweski Fundusz Emerytalny osiągnął wartość przekraczającą dwuletnie PKB całej gospodarki. Podziwiam dyscyplinę poszczególnych rządów, które tych pieniędzy nie zagarnęły, nie roztrwoniły i nie kupowały za nie kolejnych wygranych wyborów. Do tego, mając tak olbrzymią siłę inwestycyjną, norweski fundusz działa na podstawie ustalonej etyki i nie inwestuje w firmy tytoniowe, broń atomową czy producentów min przeciwpiechotnych. Można ich podziwiać, prawda?
Kolejne sprawa, to elektryki, moje ulubione. Od kiedy interesuję się samochodami elektrycznymi, to słyszę i czytam o Norwegii. Nasz przyjaciel Jose Pontes z EVObsession, który zna statystyki sprzedaży EVików z całego świata, w każdej chyba prezentacji zaczyna od “sprawy norweskiej” – wyznaczają nowe trendy, promują ekologiczne pojazdy i zaczęli to robić zanim to jeszcze stało się modne. Dzisiaj są jednym z liderów na świecie z 20% udziałem pojazdów z napędem elektrycznym (EV lub PHEV) ustępując może jedynie Butanowi (wspomniany tutaj nie bez powodu).

Tesla rządzi

Jadąc do Norwegii byłem ciekawy jak to wygląda od środka, czy elektryki są rzeczywiście tak powszechne. Co tu dużo mówić, są. Tesla rządzi niepodzielnie, a ze względu na swój design trudno ją przeoczyć – widzieliśmy setki modeli S i X, a nawet trafił nam się jeden Roadster! Do tego wszelkiej maści hybrydy, Nissany Leaf i pomimo krótkiego lata Renault Twizy. Ładowarki są tak wszechobecne, że właściwie przestały zwracać naszą uwagę, no chyba, że jesteśmy właśnie po godzinie marszu w schronisku, do którego prowadzi szutrowa, kręta droga i tam również znajdujemy ładowarkę. Prawdziwy raj dla miłośników elektromobilności.

Ładowarka na końcu świata

Oczywiście mógłbym jeszcze przytoczyć wszystkie rankingi, w których Norwegia wygrywa – od poziomu zamożności, po dobrobyt przeciętniaka, i poziom szczęścia. Długo by wymieniać. Co więc jest nie tak? To raczej oczywiste. Mnie uderzyło dopiero pod koniec wyjazdu na kempingu koło lotniska Stavanger przy pięknej plaży Sola. Cały dzień spokój zakłócały potężne helikoptery latające tam i z powrotem w kierunku morza. Jak to z helikopterami bywa, najpierw budziły ciekawość i za każdym razem mój syn spoglądał w górę i obserwował lecącą maszynę. Po pewnym czasie to się znudziło i padło pytanie dlaczego tyle ich tu lata. I wtedy czar prysnął – helikopterki latały przecież na platformy wiertnicze na morzu północnym. Cóż więc z tego bogactwa, tych wszystkich Tesli, ładowarek i etycznego inwestowania skoro wszystko to zbudowane jest na pieniądzach z ropy? Przecież te same portale, które chwalą norweską politykę dotyczącą ich miksu energetycznego, promocji aut z napędem elektrycznym, etycznych inwestycji itd., jednocześnie pomstują na wszystkich trucicieli, którzy dokładają się do Globalnego Ocieplenia!

Dlaczego więc nie krytykujemy od lat Norwegii (ok, Guardian trochę krytykuje i cleantechnica donosi) i w ogólnym postrzeganiu jest  to ideał, do którego wielu dąży? Teraz uwaga, porównanie będzie na wyrost i może trochę drastyczne, ale dokładnie takie przyszło mi do głowy na tej pięknej plaży Sola. Mamy więc sytuację handlowania towarem, o którym wiemy, że jest szkodliwy (pomijam oczywiście jego wartość dla gospodarki światowej), i chwalimy jego dealera za to, że ogranicza jego zużycie u siebie… Hmmm… Gdybyśmy mieli do czynienia z dealerem narkotyków, to bez względu na to jak bardzo sam byłby zaangażowany w kampanie na rzecz ograniczenia spożycia narkotyków w swoim kraju/mieście/domu, jak dużo dobrego działałby na rzecz innych społeczności wykorzystując fundusze zdobyte z handlu narkotykami, to raczej nie doczekałby pochwał i globalnego uznania. Ostrzegałem, że porównanie będzie szalone i pewnie nie przyszłoby mi do głowy gdybym wcześniej nie poczytał o Butanie – tam idea zrównoważonego rozwoju to nie hasło, ale fundament tego państwa. Dbanie o środowisko naturalne, jego zasoby i bogactwa odbywa się kosztem niskiego PKB, ograniczeń rozwojowych kraju, często biedy. To tylko pokazuje, że można odwrócić sposób myślenia, w którym liczy się tylko zysk i dominacja (wiem, mrzonka, populistyczne i nie daje pełnego obrazu) i dlatego na mnie Butan robi większe wrażenie swoją postawą niż Norwegia, jakkolwiek piękna. Mam nadzieję, że do Butanu wcześniej lub później dotrę i na miejscu zweryfikuje Wikipedię i wskaźnik Szczęścia Narodowego Brutto, w którym Norwegia króluje, a który wprowadził władca Butanu.

Comments

comments

Tags: , , , , , , , , , ,


About the Author

Na co dzień pracuje w Quest pomagając narodom się porozumieć:-) Kiedy nie pracuje, pomaga innym zrozumieć dlaczego energia odnawialna jest przyszłością i jaką frajdą jest prowadzenie samochodu elektrycznego. Samozwańczy redaktor portalu cleantechnica.pl



Leave a Reply

Back to Top ↑